piątek, 21 listopada 2025

bez tytułu

Raz w miesiącu wyprowadzają nas za obóz. Do wielkich kamieniołomów. Miliony ludzi pogrzebano tu żywcem kopiąc ogromne tunele donikąd. Wykopując nikomu niepotrzebne kamienie. Tam w głębi tego wielokilometrowego kompleksu wciąż żyją ludzie. W całkowitych ciemnościach na dnie. Wiele lat temu przestano kopać a na szczycie opuszczonych, rozpadających się kamieniołomów wciąż słychać wycie.

Ustawiają nas w szeregu przed ogromną ścianą nagiego kamienia. Pokolenia przed nami uformowały ją własnymi łzami, śliną, krwią, potem i spermą. Obok nas na podwyższeniu stoją ludzie z nożami. Chłodny spokój bijący od tych brudnych, zaślinionych rzeźników podkreśla doniosłość chwili. Bije dzwon.

Rzucamy się na ścianę błagając o litość.

Depczemy po twarzach z godnościach starego wygłodzonego słonia zawodząc w niebogłosy błagalne prośby. Twarze wdeptane w błoto. BŁAGAM NIECH TO SIĘ SKOŃCZY BŁAGAM LITOŚCI BŁAGAM DOŚĆ CHCĘ TO SKOŃCZYĆ PROSZĘ NIECH TO SIĘ SKOŃCZY BŁAGAM BŁAGAM

środa, 29 czerwca 2022

Nie wychodź z domu
Gdy cię wywołają
Nie otwieraj okien
Gdy w nie zapukają

Za rogiem jest piec
W niego cię wrzucają

wtorek, 10 listopada 2020

Nie musicie tego robić.

"Nie musicie tego robić."

Ciągle to powtarzają. To często ich ostatnie słowa. Gdy ich dusimy, palimy, tłuczemy. Gdy wybijamy im zęby. "Nie musicie tego robić". Gdy przystawiamy im broń do głów. Zakopujemy żywcem. "Nie musicie tego robić."

Pewnie, że nie musimy.

piątek, 17 kwietnia 2020

Przyjechał kolejny transport. Pociąg zatrzymuje się ze znajomym zgrzytem. Piękna pogoda, słońce świeci. Daje nam siłę by wyciągać ich z wagonów. Jak robiliśmy wczoraj, jak zawsze. Zawsze jest tak samo. Teraz otworzą drzwi i ciała wysypią się. Stoimy na peronie jak zawsze w milczeniu. Drzwi pociągu są zamknięte. Mija czas.

Samotny strażnik kaszle przy stoliku. Z lasu na przeciwko wychodzi zając. Prawdziwy zając. Spogląda na nas i znika w gęstwinie. Wiosna jest w rozkwicie. Słyszę ptaki. Pszczoły. Słyszę motyle. Ktoś idzie od strony baraków zataczając się jak pijany i pada po chwili na twarz. Strażnik przy stoliku wymiotuje. Patrzymy na to w milczeniu stojąc bez ruchu.

Nie wiem kto zaczął. Nie ja. Chyba nie ja. Może ja. Ktoś zaczął kopać leżącego strażnika. Ktoś skakać po nim. Ktoś otworzył drzwi wagonu. Wysypały się ciała. 

Wszystkich spaliliśmy. Jutro przyjedzie kolejny transport. Życie toczy się dalej.
Plaga przechodzi przez nas. Zabija naszych strażników. Jeden po drugim plują na nas krwią. Widziałem jak dostawcy pożywienia wymiotują żółcią na ziemniaki. Strażnicy umierają. Widziałem jak strażnik zatoczył się i ześlizgnął do masowego grobu. Nie miał już sił się wydostać. Długo słyszałem jak darł mordę. Mam nadzieję, że się tam rozpuścił. Że gnił tam przez długi czas co chwila wybudzając się z nieświadomości. Plaga omija nas. Wciąż żyjemy. Ostatkiem sił wpychają nas do komór gazowych. Upuszczają broń. Padają na kolana...

piątek, 10 stycznia 2020

You've seen it

You've seen it. They burn people here.
They throw people in giant pits
And burn alive

The streets reek of burning flesh my boy
The screams of children
You did hear them

You saw
You heard

 

środa, 16 października 2019

Gdy mnie wloką

Wloką mnie
W piec

Bardzo powoli wloką mnie w piec
Tak wolno, że zdążyłem
Się znudzić

Nudzę się gdy wloką mnie w piec
Nudzę się gdy we krwi
W smród i zgniliznę
Wloką mnie powoli

Tak wolno mnie wloką