Wloką mnie
W piec
Bardzo powoli wloką mnie w piec
Tak wolno, że zdążyłem
Się znudzić
Nudzę się gdy wloką mnie w piec
Nudzę się gdy we krwi
W smród i zgniliznę
Wloką mnie powoli
Tak wolno mnie wloką
środa, 16 października 2019
wtorek, 9 lipca 2019
Na zabawie
Wczoraj byłem na zabawie. Piekli kawał mięsa. Siedzieliśmy przy ognisku razem w ciepełku wdychając. W milczeniu. Piłem aż straciłem przytomność.
piątek, 26 kwietnia 2019
Samo
Nie myśl że to się zmieni
Że spadnie deszcz
Wsiąknie w suchą ziemię
Z ciał wyrośnie trawa
Nie myśl że się wypogodzi
Ociepli i wyschnie
Że wyciszy się i zapadnie
W sen
Będzie większe
Będzie rosnąć w tobie
I wokół ciebie
Będzie puchnąć
Szerzyć się
Miażdżyć i rozsadzać
Dusić i paraliżować
To będzie to
Samo
Samo
Że spadnie deszcz
Wsiąknie w suchą ziemię
Z ciał wyrośnie trawa
Nie myśl że się wypogodzi
Ociepli i wyschnie
Że wyciszy się i zapadnie
W sen
Będzie większe
Będzie rosnąć w tobie
I wokół ciebie
Będzie puchnąć
Szerzyć się
Miażdżyć i rozsadzać
Dusić i paraliżować
To będzie to
Samo
Samo
poniedziałek, 29 października 2018
Żreć
Żreć
Żreć Żreć Żreć Żreć Nie Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Dziecko Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Moje Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Błagam Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Żreć Nie
ŻREĆ
czwartek, 20 września 2018
Studnia
Spuszczają mnie w studni do piekła
Siedzę na zardzewiałym wiadrze
Wpatrzony w kamienną ścianę studni
Tak bardzo długo
Niepotrzebnie
Powoli
Spuszczają mnie studnią do piekła
Codziennie
Słyszę
Zgrzyt liny
Liny co nie ma zaraz pęknąć
Liny co nigdy nie pęknie
To jest lina ze specjalnego tworzywa
To jest lina z was
To jest lina z was wszystkich
ZE MNIE
Siedzę na zardzewiałym wiadrze
Wpatrzony w kamienną ścianę studni
Tak bardzo długo
Niepotrzebnie
Powoli
Spuszczają mnie studnią do piekła
Codziennie
Słyszę
Zgrzyt liny
Liny co nie ma zaraz pęknąć
Liny co nigdy nie pęknie
To jest lina ze specjalnego tworzywa
To jest lina z was
To jest lina z was wszystkich
ZE MNIE
środa, 25 lipca 2018
Odwołanie
W baraku mówiło się o odwołaniu. Nie było ważne kto wypowiedział te słowa. Ważna była tylko informacja. "Istnieje odwołanie. Nie mogą odmówić". Odwołał się.
Wyprowadzono go z obozu niemal natychmiast. Spodziewał się napotkać ociężałość systemu totalitarnego. Spodziewał się komisji i pozwoleń. Spodziewał się, że dadzą mu kawałek papieru i będzie mógł opisać swoją nieszczęsną sytuację. Przyszło po niego dwóch drabów. Wywlekli go z obozu szturchając bronią i kopiąc.
Szli przez las w jasnym świetle poranka. Drżał z zimna i grozy. Obwiązane szmatami, poodmrażane stopy co i rusz zapadały się w śniegu. Strażnicy milczeli.
Troje ludzi szło przez zimowy las.
W pewnym momencie strażnicy po prostu przystawili mu broń do głowy. Kazali klęknąć. Przerażony padł na kolana w śnieg. Przed sobą miał drzewa. Dziki las.
"Módl się."
Powiedział strażnik.
W baraku mówiło się o odwołaniu. Nie było ważne kto wypowiedział te słowa. Ważna była tylko informacja. "Istnieje odwołanie. Nie mogą odmówić". Odwołał się.
Wyprowadzono go z obozu niemal natychmiast. Spodziewał się napotkać ociężałość systemu totalitarnego. Spodziewał się komisji i pozwoleń. Spodziewał się, że dadzą mu kawałek papieru i będzie mógł opisać swoją nieszczęsną sytuację. Przyszło po niego dwóch drabów. Wywlekli go z obozu szturchając bronią i kopiąc.
Szli przez las w jasnym świetle poranka. Drżał z zimna i grozy. Obwiązane szmatami, poodmrażane stopy co i rusz zapadały się w śniegu. Strażnicy milczeli.
Troje ludzi szło przez zimowy las.
W pewnym momencie strażnicy po prostu przystawili mu broń do głowy. Kazali klęknąć. Przerażony padł na kolana w śnieg. Przed sobą miał drzewa. Dziki las.
"Módl się."
Powiedział strażnik.
Subskrybuj:
Posty (Atom)